Odstawiam twoją maskę
nie potrzebuję jej –
aby patrzeć wyraźniej
abym mógł przyłapać się na minie
która wybuchnie wewnątrz
nabierając hałasu w grymasie
którego nie można już cofnąć
Czuję powiew wiatru
przez mięsiste mięśnie mojej twarzy
tak nagie – bez skorupy
za którą mógłbyś się schować
to takie dziwne – być na zewnątrz
wyodrębniony szkielet okryty płaszczem skóry
serce wstawione w pustkę –
nie liczę już uderzeń
Ktoś mógłby powiedzieć że to nagość
ale ciebie już nie ma
więc nie mogę usłyszeć ich mowy
jest tylko ciepło głosu
pojedynczego jak struna
która również jest widoczna –
wiatr ma na czym grać –
dźwięki pękate
owocują za każdą garścią popiołu
w którym się odnawiają
Nie szukaj – nie znajdziesz
nie można znaleźć czegoś czego nie ma
nie przywołasz mnie słowami
bo one są tylko przeszkodami
w przestrzeni w jakiej zostały zapisane
a moje odsłonięte uszy
słyszą wyraźnie
jak rozbudzony jest wiatr –
już przewrócił twą maskę na ziemię
a ja zniknę wraz z nią
razem z tobą –
jakbyśmy się nigdy nie spotkali

Komentarze
Prześlij komentarz