Przejdź do głównej zawartości

Z półki leśnej Bibliotekarki - 40. Wiosenne, leśne wieczory z książką, czyli…

Wiosenne, leśne wieczory z książką, czyli… „Callas, moja rywalka” Erica Emmanuela Schmitta, „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu 20 lat później” Katarzyny Grocholi, „Książę. Biografia Tadeusza Boya Żeleńskiego” Moniki Śliwińskiej i „Obiekty głębokiego nieba” Jakuba Małeckiego. 

     Znowu zrobiło się kolorowo, świat jakby piękniej pachnie, a dni stają się coraz dłuższe. Zaczęła się „jasna pora roku”, choć - jak dotąd – wcale nie cieplejsza. Może i dobrze, bo w lesie jest sucho i gdy w majowy weekend zrobiło się gorąco, od razu omal nie zemdlałam, bo ktoś podpalił las, blisko szosy, niedaleko przejścia dla zwierzyny. Dym był ogromny, dzięki czemu pożar szybko zlokalizowano i w miarę sprawnie ugaszono. Mi jednak nogi ugięły się w kolanach z przerażenia i zaczęłam ewakuację leśniczówki. Nie jestem przygotowana na nieprzewidywalne wydarzenia losowe, niestety… Ale, ale… Nawet w najtrudniejszych chwilach w życiu, zawsze można się czegoś nauczyć, a z tej akurat lekcji wniosek jest następujący: biały dym sygnalizuje pożar ściółki leśnej, więc nie należy tracić ducha. Dopiero czarny dym zwiastuje prawdziwe zagrożenie, bo oznacza, że ogień szaleje w koronach drzew i wówczas rzeczywiście trzeba brać nogi za pas i wiać, gdzie oczy poniosą. Niestety, jeszcze do niedawna nie posiadałam tej cennej wiedzy i obserwując kłęby białego dymu wypatrywałam strzelających szyszek, które przenoszą ogień w okamgnieniu nawet o kilkaset metrów… Boże, szczęśliwie żadna szyszka nie wystrzeliła! Za to podpalacz i owszem, bawił się całkiem dobrze i rozniecił kolejne 4 pożary, ale straż była już czujna, więc zdołała szybko się z nimi uporać. No cóż, ludzie mają różne pomysły na życie…

Tyle o lesie. Tymczasem w naszej Bydgoszczy skończył się XXXII Festiwal Operowy. Ostatnim spektaklem i wg mnie najciekawszym była „Salome” do muzyki Richarda Straussa, wykonana przez artystów Łotewskiej Opery Narodowej w Rydze. Tytułowa bohaterka celowo została ucharakteryzowana na Amy Winehouse. Śpiewała zachwycająco, być może tak pięknie jak niegdyś Maria Callas? I tu następuje pierwsza rekomendacja książkowa, a mianowicie „Callas, moja rywalka” Erica Emmanuela Schmitta. Parę lat temu był to jeden z moich ulubionych pisarzy. Obecnie wypadł z ekstraklasy, ale w dalszym ciągu z zainteresowaniem czytam wszystkie jego książki. Ta o Marii Callas jest w miarę ciekawa, choć nazwanie ratownika medycznego osiłkiem, nawet jeśli wszystko jest fikcją literacką, wzbudziło we mnie mieszane uczucia… Bądź co bądź zawód ratownika cieszy się w społeczeństwie polskim największym zaufaniem. Do niedawna prowadzili w tym rankingu strażacy. Jeśli zaś chodzi o tytułową bohaterkę - Marię Callas, to poznajemy ją głównie dzięki opiniom zawistnej rywalki, postaci wykreowanej przez autora. Myślę sobie, że opowieść sprawi frajdę nie tylko miłośnikom opery.

Miłym zaskoczeniem była dla mnie nowa książka Katarzyny Grocholi pt. „Właśnie że tak! Nigdy w życiu 20 lat później”. W pierwszej chwili pomyślałam, że nic nie jest w stanie dorównać wersji podstawowej, powieści, na podstawie której powstała całkiem udana polska komedia z Danutą Stenką i Arturem Żmijewskim w rolach głównych. Tymczasem nowa książka Katarzyny Grocholi skrzy się humorem, świetnie odzwierciedla rzeczywistość i szkicuje portret współczesnego, polskiego społeczeństwa. Kończy się dobrze, pobudza do śmiechu i niesie w sobie ładunek pozytywnych emocji. Serdecznie polecam.

Od dobrych kilku miesięcy na mojej domowej (leśnej) półce czekała na swoją kolej książka pt. „Książę. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego” napisana przez Monikę Śliwińską. Kiedyś na blogu opisałam jej „Panny z Wesela”, bo bardzo mi się podobały i świetnie wkomponowały w klimat wakacji spędzanych w Krakowie. Biografia Boya jest wyzwaniem, ze względu na masę szczegółów dotyczących nie tylko jego życia osobistego, ale przede wszystkim związanych z recepcją jego poglądów i twórczości. Nie miałam pojęcia, że autor „Słówek” przetłumaczył na język polski tak wiele kluczowych dzieł literatury francuskiej! Od „Wielkiego Testamentu” F. Villona, poprzez „Dzieje Tristana i Izoldy” J. Bedier, „Gargantuę i Pantagruela” F. Rabelais, „Rozprawę o metodzie” Kartezjusza, aż po powieści  H. Balzaka! I że mrówcza praca tłumacza pozwoliła mu przetrwać pierwszą wojnę światową, choć oficjalnie, w tym trudnym czasie, piastował stanowisko lekarza. Wieczorami zaś zakopywał się w literaturze francuskiej i tłumaczył ją na j. polski. Tak powstała słynna Biblioteka Boya, licząca ponad 100 tomów, a także liczne prace krytycznoliterackie oraz biograficzne. Polecam, choć masa szczegółów może przytłoczyć.

No i na koniec parę słów o książce, która plasuje się na pierwszym miejscu wśród ostatnio przeczytanych. To „Obiekty głębokiego nieba” Jakuba Małeckiego. Dawno nie miałam takiej przyjemności z lektury, a że lubię czytać przed snem, więc w wyrku lądowałam wyjątkowo wcześnie. W tej książce ujęły mnie dwie rzeczy. Pierwsza, to wątek związany z Pawłem Wrzoskiem, tatą głównego bohatera, starszym panem, który powoli odchodzi z tego świata. Czas, który spędzają razem, ojciec z synem, w tych najtrudniejszych chwilach, pozwala prześledzić całą ich relację, w której jest czułość, wrażliwość, uważność i miłość. Poznajemy także historię rodziny oraz mroczne dzieje świnki Zgrzytki, ale nie będę odsłaniać wszystkich tajemnic. Druga rzecz,  to opowieść o pewnym eksperymencie, któremu nadałabym tytuł „Nie igra się z miłością”. Dwie pary postanawiają otworzyć się na nowe doznania i wymieniają partnerami. Sytuacja wymyka się spod kontroli, tak, że ostatecznie mamy ochotę usiąść, zapłakać i wyszeptać, „raju, jaka szkoda!” Obie historie przeplatają się, jedna dodaje drugiej głębi i pozwala zobaczyć bohaterów w takiej jakby wielowymiarowości. Pojawia się także wątek autobiograficzny, bo główny bohater jest pisarzem. A jakże… I pisze o swoich książkach, więc kto wie? Może to sam Jakub Małecki wyremontował dom w Zakręcie, który odziedziczył po swoim tacie Pawle Wrzosku? Znowu rodzi się natrętne pytanie, gdzie przebiega granica między prawdą a fikcją literacką? Cytat na zachętę:

„Tylko raz spotkał dziewczynę, która, kiedy tylko miał okazję bliżej ją poznać, pasowała do wyidealizowanej wersji z jego głowy. Miała na imię Iga i wiedział, że nigdy nie zrozumie jej całkowicie. Odnosił wrażenie, że to, jaką Igę zobaczy, zależy od tego, z jakiej strony na nią spojrzy, nigdy nie potrafił przewidzieć, co mu powie albo jak się zachowa. Kiedy stał obok niej w urzędzie stanu cywilnego i słuchał poważnych słów niskiego urzędnika, kiedy zakładał obrączkę na jej palec i kiedy wychodził razem z nią przed budynek ratusza, wiedział, że teraz musi starać się o nią jeszcze bardziej niż wcześniej.”

Wczoraj wreszcie cudnie popadało. Las zaczął intensywnie pachnieć. Na spacerze z Sękiem spotkaliśmy ostatnio dwie kukułki, skaczącą po ścieżce wronę, lisa i wiewiórkę. Po suchej wiośnie mocno zaskakują mnie kępy fiołków i łany kwitnących konwalii. Bałam się, że zamarzną i uschną na wiór, jak już niejednokrotnie bywało. Z kolei dzisiaj rano obudziła mnie zięba. To był chłopiec, bo miał kolorowe upierzenie, a u ptaków wiadomo… Samczyki stroją się w barwne piórka. Pan zięba z czerwonym brzuszkiem kołysał się na gałęzi daglezji i co chwilę startował w stronę okna, tłukąc głową w szybę. Być może w swoim odbiciu zobaczył rywala? Pomyślałam, że w końcu rozbije sobie swój ptasi łepek, więc wychyliłam się i zagadałam, żeby się opamiętał. Sfrunął z gałęzi, mam nadzieję, że na dłużej. 


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z półki leśnej Bibliotekarki - 34. „Demon Copperhead” Barbary Kingsolver i inne...

„Demon Copperhead” Barbary Kingsolver, „Wszystko za życie” i pozostałe książki Joe Krakauera oraz najnowszy kryminał Sławka Gortycha, czyli „Schronisko, które zostało zapomniane”.

Z półki leśnej Bibliotekarki - 37. Raki i raczki, czyli refleksje na temat książek przeczytanych tuż przed Międzynarodowym Dniem Walki z Rakiem - Milena Ziemba „Nie mam czasu na raka. Jestem zajęta życiem”, Georgi Gospodinow „Śmierć i ogrodnik” oraz… „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk.

  Raki i raczki, czyli refleksje na temat książek przeczytanych tuż przed Międzynarodowym Dniem Walki z Rakiem - Milena Ziemba „Nie mam czasu na raka. Jestem zajęta życiem”, Georgi Gospodinow „Śmierć i ogrodnik” oraz… „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk.

Prześwity - Wiersze. 2. Z zamkniętymi oczami idę przed siebie...

Z zamkniętymi oczami idę przed siebie