Przejdź do głównej zawartości

Z półki leśnej Bibliotekarki - 42. „Światło w Lavelle” Paulliny Simons, kąpiele leśne, młode sarny i czterolistna koniczyna.

 


„Światło w Lavelle” Paulliny Simons, kąpiele leśne,  młode sarny i czterolistna koniczyna.

Nie tylko pisarze potrafią nas przenosić w wyimaginowany, nierzeczywisty świat. Sami także jesteśmy mistrzami iluzji. Żyją w nas mity i wyobrażenia ukształtowane przez środowisko, kulturę, media i własną wrażliwość. Mogą się z tym wiązać pewne niebezpieczeństwa i zagrożenia, m. in. dla zwierzyny płowej.
W ostatnich latach gwałtownie wzrosła aktywność Bydgoszczan, którzy z upodobaniem rzeźbią swoje ciała, wyciszają umysły i koją świat emocji spacerując po lesie, jeżdżąc w nim na rowerach (zimą na nartach), chodząc z kijkami, psami czy biegając itp. O tych, którzy na kładach z warkotem silników obracają w perzynę leśne ścieżki, nie wspomnę. Las staje się przestrzenią coraz bardziej atrakcyjną, zwłaszcza dla zwolenników slow life, soft life i innych trendów związanych z życiem bez presji, pośpiechu i konieczności bezustannego porównywania się z innymi w mediach społecznościowych itp.  
Nigdy mi nawet do głowy nie przyszło, że las może być także świetnym pomysłem na biznes. Hm. Otwieram strony internetowe typu moclasu.pl, postojwnaturze.pl, lesnezanurzenie.pl czy lesnespacery.pl i widzę, jaka to jest ogromna nisza rynkowa. Coraz większą popularnością cieszą się spacery z przewodnikiem, terenowe warsztaty relaksacyjne (np. w hamakach), a także „kąpiele leśne”, przynoszące wyciszenie, obniżające poziom stresu, za to podwyższające poczucie szczęścia. Są nawet certyfikowani przewodnicy „kąpieli leśnych”. Jak zauważyłam od 2022 funkcjonuje Polskie Towarzystwo Kąpieli Leśnych i Terapii Lasem. Cena godzinnej sesji leśnego wyciszenia zaczyna się od 150 zł od osoby, zaś jednodniowe warsztaty kąpieli leśnych dla pary kosztują  minimum 800 zł. Kto by pomyślał…
A może to szansa dla mnie? Spokojnie mogłabym poprowadzić „Leśne warsztaty bujania w obłokach” czy „Leśne sesje wyciszającego czytania”.
Może dlatego ostatnio dość często obserwuję ludzi obejmujących pnie drzew, jak gdyby próbowali za ich pośrednictwem nabrać magicznej mocy i duchowo wzrosnąć? Widoczny „powrót do natury” jest naturalnym etapem dziejów, bo jak powszechnie wiadomo „historia kołem się toczy”. W jednej epoce zachłystujemy się pięknem przyrody, w innej oddajemy hołd „szkiełku i oku”. Pisał już o tym Mickiewicz w balladzie „Romantyczność”…

Wracam jednak do zwierzyny płowej. W pogoni za duchowym dobrostanem niejednokrotnie zapominamy o zwierzętach. Las jest ich domem. Tutaj próbują przetrwać. Pisałam niejednokrotnie o łosiach, dziś wspomnę o sarnach. Bardzo często koło leśniczówki widuję kozła (samca sarny, nie mylić z jeleniem – partnerem łani!). Czasami, gdy wędruję z moim stareńkim gończym, w brzezinie nieopodal leśniczówki, trafiam na sarny, których lustereczka zabawnie migają między drzewami. W tak zaludnionym lesie jak Puszcza Bydgoska, zwierzaki muszą mieć nerwy ze stali. W czerwcu nasza zaprzyjaźniona sarenka okociła się. W takim przypadku nie wolno jej płoszyć, choć domyślam się, że pokusa zrobienia zdjęcia sarny z dzieckiem i pochwalenia się nim w mediach społecznościowych jest ogromna. Dajmy jednak spokojnie żyć zwierzakom. Niestety, mama sarna niedługo cieszyła się swoim potomstwem. Pewnego czerwcowego poranka, w czasie spaceru turyści trafili na młode sarniątko i – w swoim mniemaniu – troskliwie się nim zaopiekowali. Polegało to na przyprowadzeniu małej sarenki do leśniczówki. Prawdopodobnie ulegli złudzeniu, że spełniają ważną misję ratując samotne młode przed śmiercią głodową. Jak mawia przysłowie: „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”… No cóż. Sarniątko trafiło do Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w podbydgoskiej Kobylarni. Osamotniona mama sarna długo błąkała się nieopodal miejsca, w którym zostawiła maleństwo.


Teraz będzie rewers. Ostatnio miałam przyjemność pobyć w lasach w okolicach Leszna. A nawet spędzić uroczy wieczór na tarasie domku znajdującego się w malutkiej wiosce letniskowej, usytuowanej nad brzegiem Jeziora Dominickiego. Jakież było moje zdumienie, gdy na ścieżce, między posesjami, zobaczyłam mamę sarnę z młodym. Pasły się spokojnie pałaszując z apetytem jabłka, a potem wędrowały po obrzeżach wioski, jakby nigdy nic. Nikt ich nie zaczepiał, a jeśli ktoś się na nie natknął, wycofywał się dyskretnie, żeby ich nie płoszyć. Jak widać możliwe jest pokojowe współistnienie świata przyrody ze światem ludzi. Na wsi jest to chyba bardziej naturalne, niż tuż przy mieście.
Na leśnej półce tymczasem króluje Paullina Simons, amerykańska pisarska, urodzona w Leningradzie w 1963 r. Z reguły nie analizuję życiorysów autorów polecanych książek, ale akurat w przypadku Paulliny Simons napomknę, że urodziła się na terenach byłego ZSSR i jako dziecko wraz z rodzicami stamtąd uciekła. Wątek reżimu komunistycznego niejednokrotnie pojawia się w jej książkach. Jest obecny także w tej najnowszej, którą chciałam zarekomendować. Nosi ona tytuł „Światło w Lavelle” i w Polsce ukazała się w ubiegłym roku. To wciągająca historia o miłości. Akcja powieści toczy się w Stanach Zjednoczonych, w czasach Wielkiego Kryzysu. Oczywiście nie streszczę książki, tylko podzielę się kilkoma refleksjami. O tym, że życie bywa przewrotne i jest kruche, jak lód w filmie Krzysztofa Kieślowskiego pt. „Dekalog 1”, wszyscy teoretycznie wiemy. Świadomość, że nic nie jest nam dane raz na zawsze, niestety nie pomaga, gdy dotykają nas kryzysy, cierpienie, a świat staje na głowie. Pokonywanie przeciwności losu czasami mocno przybija i osłabia, innym razem wyzwala siłę i determinację, której istnienia nawet w sobie nie przeczuwamy. Tak też dzieje się w przypadku bohaterów książki. Isabelle, po nieudanej próbie uratowania najbliższych,  ucieka z nękanej Wielkim Głodem Ukrainy. Finn jest bankierem, który traci całą fortunę w czasach Wielkiego Kryzysu. Ich losy splatają się, a co z tego spotkania wyniknie, tego dowiemy się podążając za opowieścią. I choć wydaje się, że czas akcji jest odległy, a tło wydarzeń niewiele ma wspólnego z obecną rzeczywistością, bohaterowie są takimi samymi ludźmi jak my dzisiaj.


Myślę, że najważniejsze jest przesłanie opowieści, a mianowicie, że bez względu na okoliczności zawsze jest choćby maleńkie światło w tunelu.
Dodam, że Paullina Simons gościła w naszej bibliotece 10 lat temu i było to jedno z ważniejszych wydarzeń kulturalnych.

Na zakończenie wrócę do mitów i wyobrażeń. Co symbolizuje czterolistna koniczynka? Oczywiście szczęście. Przez długie lata intensywnie przeczesywałam łąki i leśne polany, żeby ją znaleźć, ale bez rezultatu. Nawet zaczęłam wątpić, czy rzeczywiście istnieje… Kto wie, może to wymysł, iluzja, wyobrażenie? Niektórzy ludzie tak właśnie myślą. Przyznam się, że z kolei ja przez długi czas byłam przekonana, że renifer to postać z baśni, a nie prawdziwe zwierzę. Polarne i podbiegunowe. Może z koniczyną jest tak samo? Dopiero spacer z moją mamą, parę lat temu, wówczas już staruszeczką, otworzył mi oczy. Mama pochylała się nad poletkiem koniczyny na  leśnej polanie i układała bukiecik z czterolistnych gałązek. „Widzisz, wystarczy się tylko pochylić i zerwać” – zapewniała słodko, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Hm. Przez długie lata po śmierci mamy próbowałam powtórzyć ten prosty rytuał, pochylić się i skosić bukiet czterolistnych koniczynek. Oczywiście bezskutecznie. Cud jednak nastąpił, a było to tydzień temu. Podczas spaceru z Lidką odnalazłyśmy ogromną połać dorodnej koniczyny i skosiłyśmy nieomal 40 czterolistnych! Nawet nie chciało mi się wkładać ich między karty książki, tylko związałam sznurkiem i ususzyłam cały bukiet. Na szczęście, którego życzę nie tylko dziecku, sobie, ale także wszystkim czytelnikom bibliotecznego bloga.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z półki leśnej Bibliotekarki - 37. Raki i raczki, czyli refleksje na temat książek przeczytanych tuż przed Międzynarodowym Dniem Walki z Rakiem - Milena Ziemba „Nie mam czasu na raka. Jestem zajęta życiem”, Georgi Gospodinow „Śmierć i ogrodnik” oraz… „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk.

  Raki i raczki, czyli refleksje na temat książek przeczytanych tuż przed Międzynarodowym Dniem Walki z Rakiem - Milena Ziemba „Nie mam czasu na raka. Jestem zajęta życiem”, Georgi Gospodinow „Śmierć i ogrodnik” oraz… „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk.

Prześwity - Wiersze. 13. Ostatnia linijka

  Ostatnia linijka

Prześwity - Wiersze. 19. Tłumacz

  Tłumacz   Gdybym mógł tylko wytłumaczyć co robię co Inny powiedział dosłownie powtarzam tylko słowo po słowie co napisał by więcej nie mówić W mojej wierności jest skaza jednak mój język zasłonięty oplata za mocno co względem innego światła jest swobodne jednak by zrozumieć trzeba więcej   ja tylko tłumaczę co było powiedziane mnie tylko przyrzeka jeden głos: przekaż dalej