Przejdź do głównej zawartości

Prześwity - Wiersze. 4. Tam dokąd idziemy...

 


Tam dokąd idziemy


Tam dokąd idziemy

pozostawiamy jedyny ślad

na niebie zbyt szerokim

aby mógł objąć nasze stworzenie

raz jeszcze

gdy nas nie będzie

staniemy się wyraźniejsi

na przestrzeniach wszystkich granic

po których przepłynie wszelkie powietrze

mocne i świeże


Tam dokąd pójdziemy

zrównamy się z ziemią

która nie może nas dogonić

której miękkie podłoże

zasłonięte jest nami wszystkimi

zmierzającymi ciągle od nowa

wciąż w to samo miejsce

raz jeszcze


Tam dokąd idziemy

najczarniejsza noc nie jest tak ciemna

aby zdławić światło

przez które przechodzimy

każdej kolejnej minuty

w którą jesteśmy wpisani

raz jeszcze

by przyjrzeć się krajobrazom

naszej wspólnej

Twarzy


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Z półki leśnej Bibliotekarki - 37. Raki i raczki, czyli refleksje na temat książek przeczytanych tuż przed Międzynarodowym Dniem Walki z Rakiem - Milena Ziemba „Nie mam czasu na raka. Jestem zajęta życiem”, Georgi Gospodinow „Śmierć i ogrodnik” oraz… „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk.

  Raki i raczki, czyli refleksje na temat książek przeczytanych tuż przed Międzynarodowym Dniem Walki z Rakiem - Milena Ziemba „Nie mam czasu na raka. Jestem zajęta życiem”, Georgi Gospodinow „Śmierć i ogrodnik” oraz… „Poniemieckie” Karoliny Kuszyk.

Prześwity - Wiersze. 19. Tłumacz

  Tłumacz   Gdybym mógł tylko wytłumaczyć co robię co Inny powiedział dosłownie powtarzam tylko słowo po słowie co napisał by więcej nie mówić W mojej wierności jest skaza jednak mój język zasłonięty oplata za mocno co względem innego światła jest swobodne jednak by zrozumieć trzeba więcej   ja tylko tłumaczę co było powiedziane mnie tylko przyrzeka jeden głos: przekaż dalej

Z półki leśnej Bibliotekarki - 41. „Święto Karkonoszy” - nowa powieść Sławka Gortycha

  „Święto Karkonoszy” - nowa powieść Sławka Gortycha Na tę powieść Sławka Gortycha czekałam z utęsknieniem, choć pisać jedną książkę w roku, to nie w kij dmuchnął. Przy okazji sprawdziłam o co chodzi z tym w kij dmuchaniem. Za czasów szlacheckich kij, to był kieliszek bez nóżki, długi i wąski, którego nie można było odstawić przed wypiciem zawartości. Wypić kij bez dmuchnięcia oznaczało opróżnić kielich duszkiem. Zważywszy na moc trunku, było to sporym wyzwaniem. Nie powiem, że chwalebnym, bo dla niektórych większym jest w kij niedmuchanie, ale zawsze to jakiś wyczyn. Teraz przynajmniej wiadomo, skąd się wzięło powiedzonko.